piątek, 31 maja 2013

Różanecznikowy zawrót głowy i wycieczka po kwitnącym ogrodzie. Uwaga, jest mało romantyczna! ;)

Bukiety są darem za serce i podarowanie roślinom własnej przestrzeni  :)
Nie oto chodzi, aby tylko konsumować ;) 

To się narobiło! Nie wiadomo, gdzie spojrzeć! Wszędzie coś kwitnie i słodki zapach unosi się w powietrzu.
Doceniłam też pod tym względem naturalną iglasto - liściastą ściółkę, która w słoneczne dni nagrzewając się uwalniała piękną, odświeżającą woń. Nic tylko usiąść i się zapomnieć. Po tak długiej zimie, chciałabym, aby ten maj się nie kończył. Jest naprawdę cudownie! :))) Do tego jeszcze dochodzą odgłosy ptaków i kumkających u sąsiadów żab.
A pada u mnie ... jak coś wsadzę do gruntu, czyli tak ma być ;))).
Żałuję, że nie piszę częściej, ale nie tylko prace w warzywnej części ogrodu mnie pochłaniają. Moje życie składa się z wielu wymagających czasu płaszczyzn i niestety do lipca będę tu rzadziej. :( 
Ponieważ w moim niewielkim ogrodzie posadziłam pięć lat temu różaneczniki, nie mogę ich nie pokazać ;)
Nie, żeby to był mój wymarzony temat posta, ale one są po prostu piękne i mają teraz swoje pięć minut. Myślę też, że skoro to pierwsza wiosna na tym blogu, więc oddam im należne miejsce, a za rok już tylko pokarzę ich nowe zdjęcia  ;) Taki właśnie mam niecny plan ;). Następny post na 99% będzie o nowym warzywniku. Zdjęcia już przygotowane, więc powinna się szybko pojawić moja, choćby fotograficzna relacja . 

*

Rhododendron "Cunningham's White"(1830 r.). 
Tego dnia latało koło niego pełno pszczółek murarek! 

Ten spacer po ogrodzie pośród kwitnących różaneczników rozpoczynam od części  najobficiej ukwieconej w maju. Jedyny kłopot, że tym razem niestety większość roślin kwitnie "na raz", jakby miała zaraz nadejść zima. Daje to, co prawda niesamowite wrażenie obfitości, ale powoduje też pewien kolorystyczny misz - masz ;P Wiosna z kwieciem przeniosła się obecnie w kąt z ... ekologiczną oczyszczalnią ścieków i śmietnikiem oraz psią budą. Chciałoby się powiedzieć -trójkąt bermudzki. Mąż mój obudowuje obecnie śmietnikowy placyk i jeśli tylko uda nam się sprowadzić nasze dachówki gdzieś z Polski, to zimą będzie można wyrzucać odpady do kontenera bez śnieżnej czapki. Taaak, miał być romantyczny wpis, a robi się nieco praktyczny ;))) 
   W styczniu (niespełna +10*C) walczyłam na tym właśnie terenie ściągając włókninę i ściółkując ziemię przekompostowanym igliwiem i liśćmi. Dosadziłam też narcyzy z wyprzedaży i pozwoliłam pozostać maleńkim zawilcom. Rozsiewają się nam w ogrodzie, co mnie bardzo cieszy. Pewnie kiedyś  samodzielnie zadarnią, do pary z fiołkami, ziemię w ogrodzie. Dlatego też usuwam stopniowo włókninę. Szkoda mi ich, gdy widzę, że tak na niej wyrastają. Postaram się jednak zebrać trochę nasion na wymianę ;)  


Powyższe zdjęcia zrobiłam dziesiątego maja b.r. "Cunningham's White" jako pierwszy rozpoczął kwitnienie. Jego pąki są różowawe, później płatki bieleją. Będzie gęsty i wysoki na pewnie ok. 1,5 m.

Jest to kąt od strony południowej, pod wysoką brzozą rosnącą na granicy działki i prywatnej drogi dojazdowej. Teren lekko opada w stronę tej granicy. Jest ona obsadzona różnymi żywotnikami i jałowcami, o których pewnie kiedyś napiszę. Za płotem jeszcze trzy lata temu mieliśmy lasek, teraz mamy nowych sąsiadów (pojawił się dla mnie kłopot z robieniem zdjęć, bo wiadomo, należy uszanować prywatność :P) .
Wzdłuż niej ciągnie się wąska kamienista dróżka od podjazdu i budy do śmietnika.
To jest tak naprawdę okropnie trudny teren, bo w ziemi (oprócz korzeni brzozy) jest mnóstwo odpadów po budowlanych, które tu zalegają, nie wiem od kiedy. Na szczęście, nie na całej działce jest taka sytuacja. Właściwie powinniśmy wymienić tutaj grunt na metr w głąb, ale za późno się zorientowaliśmy. Pamiętam jak sadziłam tu rośliny. Dwa doły dla różaneczników na dzień - to był wyczyn! Kosztowało mnie to wiele samozaparcia. Mogłabym tą "glebę" określić mianem złoża szkła oraz metalowych siatek, bo dodatki typu damskie rajstopy czy folia to przy całej reszcie słaby pikuś! 
Okazało się, że wybór płytko ukorzeniających się roślin był decydujący. Różaneczniki nie wymagają też wiele pokarmu, aby sobą cieszyć. Zwłaszcza, jak stosuje się co roku naturalne ściółkowanie. Jedyny nasz problem, to nawadnianie. Nie stosujemy go prawie wcale w ogrodzie, ale konkurencja brzozy i czasami długie okresy letnich susz dają się im we znaki. Nie planujemy jednak założenia nawadniania na rabatach.  Możemy poświęcić kilkanaście godzin w roku na podlewanie ręczne. Grunt, to gruba ściółka! Nawozić można przy takiej opcji "z konewki" lub dolistnie. Ja zimą podsypałam je zgranulowanym obornikiem (zanim położyłam ściółkę). Taki obornik w kontakcie ze śniegiem czy deszczem rozpuszcza się nie zabierając wilgoci z ziemi. Wiosna jest też czasem obfitych opadów, więc substancje pokarmowe mogą przedostać się do głębszych warstw bryły korzeniowej. Oczywiście podsypuję "w świetle korony", nie tylko "pod pień"! ;)))
Ok, robi się stanowczo za późno, a ja jakiegoś gadulca dostałam : /


Zawilcowe szaleństwo, które trwa do dzisiaj. Uwielbiam je w zestawieniu z różanecznikami i trawami.


Rhododendron "Percy Wiseman". 

Druga gwiazda w kolejności kwitnienia. W kilka dni po zakupie (w sieci sklepów ogrodniczych w mieście) musiałam go separować i leczyć chemią na choroby grzybowe. Będzie zbliżony wielkością do tego pierwszego. Chociaż przeznaczony do strefy 6b, czyli do min. -20*C, to zimuje naprawdę nieźle bez okrycia. Pewnie zawdzięcza to ściółce i śniegowej pierzynce. Muszę go mieć na oku podczas zimy. 

Rhododendron "Nova Zembla". 

Rozpoczyna kwitnienie dobre dwa tygodnie później niż pierwszy. W podobnym czasie co moje azalie (lubię tą starą nomenklaturę, przyzwyczaiłam się do niej ;)) 
Wszystkie trzy wymienione krzewy rosną obok siebie. Ten ostatni będzie z nich najwyższy (ok. 2 m). Ma za zadanie zasłonić nieciekawy widok na śmietnik. Wytrzymuje mrozy do -23*C.



Są tu też azalie. Mówiąc poprawnie - różaneczniki. Ten poniższy, rosnący obok , wzdłuż kolejnej granicy działki. Jest widoczny w głębi na powyższym zdjęciu. Zawsze piękny: 

Rhododendron  "Jack A. Sand".  

Nawet jego liście są ładne, dwu kolorowe. Zdarza się, że w deszczowe lata choruje na mączniaka. 
Nie powodowało to jednak poważniejszego uszczerbku na jego kondycji. Wytrzymuje nawet wielkie mrozy na naszym biegunie zimna (5b), podobnie jak następny:

Rhododendron  "Parkfeuer". (widok od strony ścieżki przy budzie)

 Przeczytałam przed zakupem, że jest odporny i nie podatny na choroby. To mogę potwierdzić.  
Chociaż podobnie jak wcześniejszy okaz ma już około 1,5 m wysokości, to czekam, aż się choć trochę zagęści. Kupiłam takie "dwa patyki". Nie było wyboru. Ma ognisty, pomarańczowy kolor kwiatów. 


Fiołek dłoniasty. Jest już chyba wszędzie. 
To miejsce znajduje się przy wejściu na teren "suchego strumienia", które od budy jest oddzielony 
zimozielonym berberysem gruczołkowatym.

A to zdjęcie ze śmietnikowego kącika. Widok w stronę tarasu.
Rozkwitają następne różaneczniki. 

Ten las widoczny na zdjęciu to już Puszcza Goleniowska. Mamy również od tamtej strony sąsiadów, ale wzdłuż wspólnego płotu ciągnie się tylko ich ogród i sad. Z kolei granica po prawej stronie jest zarośnięta przez świerki innych sąsiadów oraz  przez nich szpetnie "obudowana" ;). Stąd pojawiły się i u mnie wysokie zimozielone rośliny. 
Ta zielona ściana oraz brzoza rosnąca obok śmietnika (za moimi plecami, gdy robiłam to zdjęcie) dają długo zbawienny cień. Przyznam się, że mam odruch "puknij się w głowę !", gdy widzę karczowanie drzew na nowych działkach. Przecież cień = więcej wody w glebie. A w przypadku pojedynczego strzelistego drzewa jest to cień wędrujący. Nawet w najgorszy skwar niższe rośliny mają chwilę odpoczynku od słońca. Łatwiej im przetrwać. Na dodatek, samochody na podjeździe się tak nie nagrzewają ;) 





Rhododendron "Karmesina Rose".

 Rośnie "u stóp" stewarcji kameliowatej w górnej części "suchego strumienia". Oczywiście w towarzystwie zawilców. Nie udało mi się jeszcze ich choć częściowo usunąć z tego miejsca. Trochę przeszkadzają tu stewarcji. Pokarzę ją innym razem, może będzie ciut kwitła :)


Widok od strony podjazdu i wejścia do domu. Na pierwszym planie lawendy. Mają już pączki. 
Na wprost ta świerkowa granica i następne rozkwitające słodkości.

Rhododendron "Roseum Elegans". 


Mam ich dwa w ogrodzie. Ten ich purpurowy kolor jest bardzo łagodny, niemal różowy. Są odporne, rosną szybko sięgając nawet ... 5 m ! Takiej opcji nie biorę pod uwagę :)))

Rhododendron "Calsap". Kwitnie jako ostatni. 


Odporny tylko do temp. -23*C. Jakoś daje radę bez zimowego okrycia. Ale muszę o niego szczególnie dbać , bo rośnie tuż przy włazie ... zbiornika na ścieki. Oznacza to, że ma cienką warstwę gleby i  wokół sam piach, którym obsypuje się takie zbiorniki (2-3 komorowe). Muszę mu podsypywać kompostu, a tej wiosny dostał dolistnie i do korzeni biohumus w sporej dawce. Nie wyglądał najlepiej po ostatnim sezonie. Jeszcze mu powtórzę kurację jak przestanie kwitnąć. Jedyny plus z tak bliskiego położenia przy ściekach, jest taki, że tam ziemia tak szybko nie zamarza, a śnieg się szybciej topi ;). Zbiornik przekazuje ciepło do ziemi.

Biała azalia u dołu zdjęcia to Rhododendron "Arctic Tern". Obok niej po lewej, kwitnący co drugi rok "Goldflimmer" z pstrymi liśćmi. I jeszcze, w centrum zdjęcia amarantowa "Rokoko".

Na tym terenie, gdzie rosną wymienione rośliny rozciąga się pod ziemią system rozsączający oczyszczone ścieki, czyli ... wodę. Tak przynajmniej twierdzą fachowcy, a ja staram się korzystać z ekologicznych produktów i dosypujemy specjalne bakterie wspomagające oczyszczanie.
 Znowu trzeba było posadzić rośliny płytko korzeniące się, bo mogą one powrastać w otworki rur i system przestanie prawidłowo funkcjonować. Wszędzie tu jest włóknina i ściółka. Już dożywotnio, bo irga rozesłana, tak skutecznie zadarnia cały teren, że nie ma mowy, aby coś z pod niej wyciągnąć. Wsadziłam jej tylko trzy sztuki! Co roku muszę ją wyganiać z trawnika (stoję na nim robiąc to zdjęcie) oraz z "suchego strumienia". Niby chciałam, żeby to miejsce było takie " na wieki wieków", ale jeszcze bym tam coś dosadziła ;) Próbowałam z liliami, ale nie udało się. Musiałabym wsadzać do dołka podpędzone w donicach rośliny, takie już z kwiatami ;))) Tymczasem nieźle się tu czują fiołki i niezapominajki. Tylko małe są niestety. Paprocie (pióropusznik strusi) przyszedł tu z innego miejsca. Walczę z nim co roku, jest piękny, ale nie latem w słońcu! Szybko zamiera i szpeci rabaty. Zresztą szalenie ekspansywny i polecam go tylko do donic i np. murowanych rabat.  A, irga niedługo będzie kwitła na biało, więc będę miała ośnieżony kącik ;). Rododendrony przestaną kwitnąć, trochę się uspokoi.


Pomiędzy świerkowym żywopłotem a trawnikiem rośnie też bambus kępowy "Jumbo". A raczej, to co po nim zostało po zimie z przed dwóch lat (było -32*C bez śniegu). W tym roku, gdy upewniłam się, że żyje i rośnie, wycięłam wszystkie suche pędy, które do tej pory obserwowałam. Z niektórych wypuścił nowe boczne pędy. Był już wysoki na 1,5 m. o ok. 60 cm średnicy kępy. Całkiem fajnie wyglądał i chciałam go rozsadzić. Cieszę się, że przeżył, bo wnosił sporą porcję zieleni przez cały rok. Dodam, że to odmiana kępiasta, czyli nie tworzy podziemnych rozłogów i dorasta do ok. 2 m.
Zdjęcie to robiłam w połowie maja, gdy ukończyłam proste wiklinowe podpórki dla bambusa i przetacznika.

Tamaryszek i w tle słabo widoczny wspaniały lilak Mayera "Palibin". Mamy ich dwa egzemplarze i kwitną teraz zdobiąc front domu. Cudnie pachną! 

Tamaryszka codziennie podziwiamy siedząc przy stole w kuchni. Rośnie naprzeciwko "bambusowej rabaty". Tu też toczyłam boje zimą. Pisałam o tym wcześniej i jeszcze tu wrócę, gdy rozkwitną goździki i lawendy. 


Przy tarasie na niskim brzegu "nawilżacza powietrza" rośnie moja ukochana zanokcica. No i mech, też mój ulubieniec :) Ten zbiornik znajduje się również pod świerkowym żywopłotem. 



Rhododendron "Juanita"

To już kolejna granica ogrodu. "Juanita" rośnie przy tarasie. Zawsze żałuję, gdy przekwita. Obok niej jest magnolia "Susan", dalej irysy syberyjskie i następny rododendron " Roseum Elegans", ale młodszy.
Podsadziłam te rośliny różami, fiołki tu się też zadomowiły. Będą i jednoroczne. A idąc dalej, na tyły domu mijamy leszczynę, trochę iglaków i :


Zaczyna się mój ulubiony paprociowy zakątek. To strona północno-wschodnia. O tej porze z daleka widać kwitnącą, prawie trzy metrową kalinę koralową "Roseum" (minus, za brak owoców : / ). Zza najwyższej paproci nie widać rosnącego przed kaliną różanecznika.  

Rhododendron "Cunningham White" 

Nie wiem czemu, ale ten egzemplarz kwitnie znacznie później niż ten pierwszy. Ma około 80 cm wysokości, rośnie w znacznie lepszych warunkach. Słońce jest tu do godzin przedpołudniowych. Jedyny problem, to przeciągi w tym dość wąskim przesmyku. 


Po drugiej stronie kaliny rośnie znaleziony, wyrzucony przez sąsiadów różanecznik. Ponoć wolno rósł i był chorowity. Ja tego nie widziałam. Martwił mnie jedynie fakt, że miał tylko jeden główny korzeń, jak pietruszka. Przyjął się szczęśliwie i zawsze nam się podoba. Ma śmieszny kształt, jest taki cofnięty do tyłu względem nasady pędów przy ziemi. Dlatego, póki sobie tej formy nie naprawi, jest podsadzony zimozieloną
leukote (Leukothoe walteri "Rainbow"). Nie powiem, żeby mi się to połączenie podobało. Chyba sięgnę po jakąś paproć ;)


Kalina koralowa "Roseum"- widzimy ją z okien salonu i mamy złudzenie, że trwa śnieżyca. Wygląda niesamowicie. Ma większe kwiaty niż gatunek, o średnicy ok 8-20 cm . Kwiaty dojrzałe, jak i zielone wspaniale nadają się do bukietów ! 

Znaleziony różanecznik, prawdopodobnie  "Blutopia". Jest z nami od pięciu lat. 


Dalej są krzewuszki, kalmia i świerk serbski (choinka przyjaciół). A później zakątek warzywno - owocowy, który niedługo pokarzę. Na tamtym terenie, jakby wracając na podjazd przed domem jest mój "leśny bałagan". Tam rośnie pokazywana wcześniej brunnera  wielkolistna (taka wcześniejsza niezapominajka), a pośród niej oraz odradzających się paproci, królowa obiela wielkokwiatowa oobwieszona niezwykłymi gronami białych romantycznych kwiatów. Wcale nie są takie małe, mają do ok. 4 cm średnicy i jest ich bardzo wiele. Krzaczek jest jeszcze tyci, ma około 1 metra wysokości. Muszę mu spinać pędy u góry, bo inaczej długo bym na ten metr czekała ;) Staram się go wyprowadzić bardziej do pionu. Piękna, o delikatnej urodzie roślina. Wytrzymuje okresowe susze i dość odporna na mrozy. Dobrze znosi odmładzanie, ale kwitnie na pędach zeszłorocznych.
  
Obiela wielkokwiatowa.

Ta roślina poniżej to rodgersja. Bylina, która w momencie wynurzania się po zimie ma taki miedziany , perłowy kolor. Wygląda niezwykle. W tym roku po raz pierwszy będzie u mnie kwitła. Zdjęcie zrobione w połowie maja.

Rodgersja kasztanowcolistna. 


***

Parę fotek z niedawnego 15-to minutowego pobytu nad Bałtykiem, gdzieś w Kołobrzegu. Byliśmy tam na spotkaniu z przyjaciółmi. Miałam niestety migrenę i tylko na robienie zdjęć mnie było stać : /. Stęskniłam się za morzem.





Taka właśnie ciepła woda jest w Bałtyku ;)



*

No, jeśli ktoś przez te zapiski przebrnął, to należy się bukiet, a nawet dwa ;)))

Zielono-biały z gałązkami brzóz, trawami i irysami w pąkach.

I jeszcze różowo-fioletowy z kwiatów Lilaka "Palibin", serduszki wspaniałej i bratków. 
Proste, a cieszy :).

*

Radosnego Dnia Dziecka, dla wszystkich Tych, którzy czują się dziećmi! :)))






czwartek, 9 maja 2013

Wiosna pełną gębą :)))



Powietrze pięknie pachnie po deszczach, korzystam więc z tej zmiennej aury i nadrabiam moje blogowe      zaległości :) 
Ten tytuł nawiązuje do żartobliwej nazwy sałatki, którą pod nieobecność męża przyrządziłam na babski obiad. Nazwa, podobnie jak sałatka powstała spontanicznie i poprawiała nam skutecznie humory ;)))
Znalazły się w niej, oprócz różnych sałat (z własnego siewu), kwiaty fiołków, niezapominajki oraz liście mleczu 
i pokrzywy (ta została sparzona, rozdrobniona i dodana do sosu.). Czyli to, co nasza ziemia daje najchętniej ;) Podałam skropione mieszaniną oleju z prażonych orzechów włoskich i kremu balsamicznego oraz własnym "gotowcem" przypraw sałatkowych.
Na zdjęciach niezapominajki dla moich Koleżanek i tytułowa sałatka :)

  
*

O tym, że ogród pochłania każdą wolną chwilę i resztki energii widać po częstotliwości moich wpisów oraz nie wpisywaniu komentarzy na Waszych blogach. Mam nadzieję to szybko nadrobić Drogie Koleżanki, bo nie ma to, jak wzajemne wsparcie w tych pracowitych dla ogrodników chwilach. Zresztą, obserwuję i czytam systematycznie Wasze wpisy i widzę, że zmagacie się, podobnie jak ja z brakiem czasu i sił.

Wracając do kwestii wsparcia, to muszę przyznać, że pomimo ponad miesięcznego opóźnienia prac z powodu długiej zimy, dzięki naszym Pomocnikom ruszyły zaplanowane prace. Walka z czasem trwa.  Przede wszystkim rozpoczęła się budowa szklarni i powstają cztery podwyższone rabaty na warzywa. Wierzcie mi, że to mega przedsięwzięcie dla nas i naszego ogrodu, który ma przecież tylko 1 tys. m2. Wygląda na to, że pół działki jest wyłączona z normalnego użytkowania i służy wyłącznie jako sposób na spalenie zbędnych kalorii (już takich nie posiadam). Druga część ogrodu, ta bliżej wejścia i tarasu "leży odłogiem" i jest źródłem moich, zapewne niepotrzebnych, wyrzutów sumienia. O stanie samego domu nawet nie wspomnę! Jest tak, jak ostatnio napisała jedna z blogowych Koleżanek - całą wiosnę spędzam w ogrodzie, a dom zarasta ;))) Czyli podsumowując, nie mam już sił, za to wyrzuty sumienia i zarośnięty dom ...  Ale! Mam jeszcze wspomnianych Pomocników, co właśnie sprawia, że stać mnie na uśmiech! 
Jako Pomocnika Nadzorującego muszę wymienić tu mojego męża. Udało mu się (oprócz nadzorowania) w czasie majówki zrobić drewutnię i uwolnić teren śmietnika od nadwyżki dachówek i płyt tarasowych. W tym miejscu stoi wreszcie tylko śmietnik. A materiały budowlane posłużyły do budowy drewutni. Już prawie gotowa :)        
Z kolei przy budowie szklarenki pomagają nam nasi Ojcowie. Szklarnia będzie częściowo murowana i lekko wpuszczona w grunt, aby zbyt nie dominowała nad ogrodem. Do murowania m.in.użyjemy ciut cegieł (narożniki) oraz ogrom kamieni, które u nas leżą i na 100% pączkują. Chcemy je maksymalnie schować tam, skąd pochodzą. Ziemia z wykopu powędrowała na wytyczone wcześniej miejsca podwyższonych rabat. Nie jest taka zła. Murawę wraz z chwastami i wszelkie śmieci znalezione w ziemi oczywiście usuwamy.




Mam również pomoc w córkach i nawet Dziadkowie byli zaskoczeni ich chęcią pomocy. A atrakcji miały w tym czasie naprawdę wiele! O tym jeszcze wspomnę ;)
W związku z powyższym, nie mogłam się powstrzymać, aby nie pokazać mniej lubianych pomocników. Codziennie przechodzę obok kompostowników i widok mrówek, które nawet ten teren zajęły, mnie rozczulił. Zaczęły pracować znosząc do środka różne "leśne odpadki" z naszej działki. I jak tu się na nie denerwować? Ten kompostownik właśnie takie odpadki zawiera. Nawet nie chcę myśleć, ile tych mrówek tam jest!        


*

Dwa dni po moim ostatnim wpisie zauważyłam, że jedna rurka w "butelkowym uliku" jest zalepiona. Oczywiście, bardzo się ucieszyliśmy! Czekamy na następnych lokatorów. Próbowałam znaleźć schronienie murarek, bo przecież gdzieś wcześniej przezimowały, ale nie udało mi się niestety. Dzisiaj z kolei, gdy zapinałam psa przy budzie, zauważyłam, że jedna wleciała do wywierconego w niej otworu na poziomie gruntu. To dziwne, bo czytałam, że interesują je lokale na wyższych kondygnacjach, tj. od 1,5 m do kilku metrów wzwyż.




Niestety sąsiedzi szykują się na zadymianie komarów, czyli odkomarzanie. Oznacza to, że pszczoły i inne owady będą w śmiertelnym niebezpieczeństwie. Nie zapomnę widoku spadających jak krople deszczu, much na taras...
I tu chciałam zaprezentować naszego pogromcę komarów:


 Niestety jeszcze nie wiem, jaki to gatunek. Jest czarny i sporej wielkości, żeruje w okolicy, gdy tylko słońce się schowa. Pod dachem mieszka para. Po drugiej stronie domu mieszkają jakieś nietoperzowe maleństwa. Jest ich sporo, widziałam najpierw ich kupki (mysie) i dopiero dwa dni temu, gdy otworzyłam oczy po czwartej rano zobaczyłam ich niezwykłe polowanie. Za oknem rosną dwie brzozy i te szarawe maleństwa wywijały pomiędzy oknem a drzewami. Mogłabym przysiąc, że mam jakieś ... mroczki przed oczami ... ;)
W ubiegłym roku też tak nam tańczyły. Prawdopodobnie chowają się pod deski, które są przyczepione do ściany. Spróbuję je jakoś "uwiecznić".

*

Ostatnio mój mąż i starsza córka brali udział w rajdzie na orientację. Poszło im naprawdę super, chociaż warunki pogodowe były raczej średnie. Wyszli w 20 km trasę po godz. 15 - tej i wrócili na metę koło 21. Było zimno tego wieczoru i rozgrzane mięśnie szybko i boleśnie się wychładzały. Ale nic, to! Wszystkie punkty odnaleźli i zaliczyli 21 z 23 dodatkowych zadań. Dodam jeszcze, że tydzień wcześniej córa wyszła z łóżka po tygodniowej walce
z wirusem, której towarzyszyła przez pięć dni gorączka 39,9 *C. Nie wierzyłam, że będzie chciała przejść ten rajd! Zapisali się w ostatnim momencie.


Piszę o tym, bo co roku o tej porze organizowany jest  przez Arsoba Travel  rajd inspirowany różnymi krajami.
W tym roku nosił nazwę 5. australijska Wiosenna Nawałnica. Wszystko odbywało się w pięknych okolicznościach przyrody Puszczy Drawskiej. 

Plecaki przygotowane. Wraz z nimi obowiązkowe oznaczenia nawiązujące do Australii.


Zbiórka miała miejsce w Pałacu Wedlów (tych Wedlów) w Kaliszu Pomorskim.
Został ufundowany jako zamek w 1. połowie XIV wieku przez tą "czekoladową" Rodzinę. 
Obecnie często odwiedzają i wspierają to miejsce.

Na poniższych zdjęciach widać, że to nie był zwykły marsz przez las. Było kilka miejsc z niespodziankami oraz konkursami, gdzie można było stracić lub zyskać punkty. 
Za rok chcą się zmierzyć z trasą kajakowo- pieszą ;)











W najbliższą sobotę w Lesie Arkońskim (jakieś zmiany nastąpiły - 24. maja w Parku Kasprowicza, tak zrozumiałam) ma się odbyć rodzinny rajdzik (5 km) na orientację i pewnie tam będziemy w komplecie. A jesienią na Jeziorze Dąbie kajakowy rajd na orientację. Warto trzymać kondycję.

*

Wracam do tematów ogrodowych. W związku z przygotowywaniem nowych rabat warzywnych i kwiatowych oczyszczam glebę z murawy oraz różnych larw. Wypróbowałam ostatnio pułapki na drutowce z  przekrojonych na pół ziemniaków. Włożyłam je do gleby, której nie mogę już za bardzo przekopywać, bo rosną tam wysiane w zeszłym roku pasternak i fenkuł. Pamiętam, że znajdowałam tam drutowce w korzeniach sałaty, która niestety z ich powodu szybko kończyła swój żywot. Drutowce najbardziej na świecie lubią perz i gdzie jest lub wcześniej rósł, tam są i one.
Potrzebowały kilku do kilkunastu dni, żeby trafić do pułapek. Czasami widoczne są dziurki korytarza, ale lepiej jest wymieniać systematycznie kawałki ziemniaków, np. co tydzień, w zależności od ilości larw w ziemi. Natomiast dobrze jest codziennie do nich zaglądać. No, chociaż co drugi dzień. Zamiast ziemniaka można też wysiewać sałatę, która równie dobrze je przyciąga. Objawem, że pułapka zadziałała jest więdnięcie liści. Trzeba wówczas łopatką wydobyć korzeń sałaty i wynieść z ogrodu.  


*

Wiem, że post dłuuugi, ale trudno będzie mi ponownie wrócić do tych tematów. Jeszcze tyle ma się wydarzyć!
W czasie majówki pojechaliśmy po koński obornik. Wzięliśmy przyczepkę i w pięć osób ruszyliśmy po końskie złoto. Dziewczynki też z nami były i pomagały ładować do worków ;) 
Okazało się, że jest lepiej, niż zakładałam. Właściciel stadniny udostępnił nam obornik z zeszłego roku! Już nim oczywiście zasiliłam skrzynię i rabatę pod pomidory. W tym całym trudzie takie niespodzianki podnoszą mnie na duchu. Kompostu wciąż mamy za mało, więc taki obornik, to prawdziwy dar z nieba, bez względu na to jak to brzmi ;))) 


Dodam, że moim córkom najbardziej spodobał się zapach tego dobrodziejstwa. Po prostu pachnie delikatnie końmi.

*

I jeszcze jedno spełnienie marzeń. Wiklina.
Mąż mój kochany dał się uprosić i wracając ze wschodu Polski zajechał do Leszna koło Warszawy 
i przywiózł  trochę świeżej wikliny oraz sadzonki wierzby konopianki (na długie tyczki) oraz tzw. amerykanki, czyli najczęściej wykorzystywanej do wyrobów wikliny. Sadzonki w liczbie 120 sztuk już się ukorzeniają. Włożyłam w ziemię też trochę świeżych witek amerykanki na zielony płotek oraz domek dla dzieci. Zobaczymy co z tego wyjdzie. Dzieci doglądają sadzonki i podlewają :)




Reszta zostanie niebawem wykorzystana do wyplecenia płotków dla kwiatów jednorocznych, podpór dla fasoli i groszków oraz na legowisko/a dla kotów, które dziewczynki będą robić samodzielnie. Jeśli tylko ja będę w stanie im pokazać jak to się robi ;)))

*

I na koniec wiosenne odurzenie pięknem roślin. Robię im wiele zdjęć, każda roślina jest wyjątkowa, więc ciężko się ograniczyć w wyborze :))) Miłego oglądania!



Klon palmowy "Atropurpureum" w trakcie kwitnienia - Acer palmatum "Atropurpureum"

Brzoza karłowa - Betula nana - w Polsce pod ochroną. Ma pędy do 1 m długości.

Skalniak przy wejściu na posesję. Widok z boku. Ma tworzyć tzw. suchy strumień. Czy mi się uda?

To samo miejsce, widok z górnego końca. Na pierwszym planie kwitnący ubiorek wieczniezielony - Iberis sempervirens L. - a w głębi rabata z rododendronami, z którą zmagałam się wiosną w styczniu b.r. ;) Posadzone wówczas żonkile dopiero rozpoczynają kwitnienie.

Kwitnie też jabłoń ozdobna "Chopin". Na niej przymocowany jest ulik dla murarek.

Kocie piesze wycieczki. Świat jest fascynujący! :))) Nawet zbliżająca się burza nie wystraszyła naszych dwóch "pochłaniaczy wrażeń" !

I gwiazda wczesnej wiosny - magnolia "Susan". Nie jest najpiękniejszą z magnolii, ale zachowuje niewielkie rozmiary (ok. 3 m wys.) i ma pokrój raczej kolumnowy lub stożkowy.

Budząca się ze snu zimowego paproć,długosz królewski - Osmuda regalis. Jeszcze kiedyś napiszę o moich paprociach.

Poniżej zdjęcia sadzonek roślin z wymiany nasion i zakupionych. Zdjęcia z przed tygodnia.
Sadzonki Kleome ciernistej - Cleome spinosa - od Kasi B. i Gabrieli. Jest ich oczywiście więcej ;)

Ośmiał  wielki - Cerinthe major "Purpurascens" ze sklepu Sarah Raven. Pięknie urosły wysiane w drugiej połowie marca.

Werbena patagońska - Verbena bonariensis - nie stratyfikowana, zakupiona również u Sarah. Mam też od Gabrieli z wymiany, ale później sianą. Ta na zdjęciu już się hartuje. Na dzień wystawiam ją na dwór.

Fasola "Masterpiece" kwitnie na blady róż. Niebawem trafi do gruntu.

A fasola szparagowa "Scuba" już wydaje owoce ;))) Też ją przygotowuję na wyprowadzkę.

Rukola - Rokietta siewna. Wysiałam nową partię, ale ta ze zdjęcia to już trzyletni egzemplarz. Ze starego korzenia pojawia się zawsze pierwsza przed samosiejkami. Trzymam takich kilka sztuk, ale zmiana miejsca jest już jednak konieczna ze względu na szkodniki. 

Kwitnący bobik. Jest w gruncie od kilku tygodni. Wszystkie moje odmiany kwitną. Mam już całkiem sporą następną partię do wysadzenia. Nie mogę się doczekać zbiorów! 

Rzut okiem pod trzymetrowy tunel, który ratuje mi sytuację. Te rośliny jako pierwsze trafią na podwyższone rabaty. Jest tu też groszek. Mógłby już rosnąć w ziemi.

Tutkowa uprawa kukurydzy cukrowej.

Następna zmiana fasoli oraz groszku cukrowego(poniżej).




Nasze "pole truskawkowe" zaczyna kwitnąć. Wiem, że kora + truskawki = kłopoty, ale to jest bardzo słoneczne miejsce, podlewamy tylko, gdy trzeba, bo jest tam jeszcze włóknina, więc choroby pojawiają się tylko w przypadku ciągu wielu deszczowych dni. Może za rok będą miały nowe miejsce. Tymczasem powsadzałam pomiędzy krzaczki czosnek jary. Ta para się lubi ;)))



I trochę egzotyki w domu. Mina lobata - gwiezdny powój. Wysiana w marcu już nie może się doczekać wyprowadzki. Ta dopiero na koniec maja.

*

I jeszcze pytanie do moich Czytelników. Wysiałam resztki mieszanki japońskich ziół razem z sałatami.
Czy może mi ktoś podpowiedzieć, czy ta o okrągłych, zielonych liściach z białym unerwieniem to nie jest przypadkiem kapusta Pak - Choi ? Może jest to jakaś inna podobna odmiana ? Niestety na opakowaniu oraz stronach producenta nie ma opisu nasion :(  
Będę wdzięczna !

 *


Aaaa ! Rododendrony i zawilce zaczęły kwitnąć w czasie mojego pisania! Czas się żegnać! PA! :)))